Anihilacja pełna nudy

Wybitnie niedopowiedziana opowieść. Tematyka potraktowana jak przez folię: zarys widać, gorzej ze szczegółami. „Anihilacja” to film, który w takiej formie nie powinien powstać: ma szarpaną, nierówną akcję, mimo świetnych efektów przeobrażeń natury ani straszy, ani zaciekawia, a na dodatek ma takie tempo, jak puls umarlaka.

Krótki zarys fabuły:

Na Ziemię spada tajemniczy obiekt, uderza w nadmorską latarnię (lub jej pobliże). Obszar wokół latarni pokrywa się nieprzeniknioną, migoczącą kopułą, która miesiąc po miesiącu coraz bardziej się rozrasta pochłaniając coraz to nowe tereny.

Lena jest wykładowcą na uniwersytecie. Jakiś czas temu straciła męża, żołnierza oddziałów specjalnych. Nie wie, że mąż nie zginął (czy zaginął) gdzieś w Afganistanie lub Iraku, a był członkiem oddziału wysłanego na zwiady do wnętrza kopuły. Niespodziewanie któregoś dnia Lena po powrocie do domu zastaje w nim Kane’a, swego małżonka. Jest jednak odmieniony, jak po wielkiej traumie czy szoku. Na dodatek podczas posiłku zaczyna krwawić.

Lena wzywa karetkę, w drodze do szpitala zatrzymują ją tajemnicze pojazdy i porywają zarówno Kane’a, jak i Lenę. Kobieta budzi się zamknięta w jakimś ośrodku. To centrum, w którym rządowi naukowcy prowadzą badania nad kopułą. Tam dowiaduje się prawdy o mężu. Poznaje też dr Ventress, która organizuje kolejną wyprawę w głąb strefy – tym razem złożonej z samych kobiet, gdyż według naukowców są one odporne na działanie tajemniczych sił z kosmosu. Lena dołącza do ekipy.

Oficjalny trailer:

Wrażenia:

Film ma dwa oblicza. Jest bardzo dobrze zrobiony wizualnie, trudno się do czegoś przyczepić. Efekty specjalne, choć dotyczą działań obcej cywilizacji, nie przytłaczają, ładnie komponują się w całość. Zupełnie mnie jednak nie przekonał tok opowieści. Sprawia wrażenie przypadkowego, bez żadnego elementu zaskoczenia widza, wstrząśnięcia nim. Ot, coś się dzieje, idą, giną, spotykają zmutowane stwory, odkrywają tajemnicę latarni, Lena sobie strzela – i tak w kółko. Zmęczyłem się bardzo oglądając „Anihilację”.

Bardzo zawiodła mnie Natalie Portman (Lena). Aktorka tego formatu powinna wieść prym, a w tej obsadzie była jedną z tych słabszych. I to przy naprawdę niewielkiej konkurencji. Właściwie mogła jej tylko zagrozić Szwedka Tuva Novotny, jedna z głównych bohaterek norweskiego serialu Nobel. Pozostałe aktorki są o wiele mniej znane i też mało topowe: dr Ventress co prawda gra weteranka kina Jennifer Jason Leigh, ale prócz tego mamy takie nazwiska, jak Gina Rodriguez, Tessa Thompson czy Sonoya Mizuno – dużo Wam one mówią? Chyba nie.

W serwisach filmowych „Anihilacja” nie zbiera złych ocen, np. w IMDb ma mocną notę 7. Jednak nie przekłada się to na zysk finansowy – film kosztował ok. 40 mln dolarów, w tydzień otwarcia zwróciła się tylko jedna czwarta tej kwoty, a wg IMDb w Stanach Zjednoczonych do tej pory film zarobił łącznie 32.7 mln.

Podsumowanie? Film dla wąskiego grona fanów science-fiction, co akurat samo w sobie nie jest czymś złym, ale w tym przypadku chodzi chyba o grono mało wybredne. Zmarnowano potężny potencjał, jakim był pomysł obcego zmieniającego prawa ewolucji na rzecz przynudnawych scen i zakończenia nie mającego się nijak do całej treści. Bo jeśli obcy chciał przeniknąć do ludzkiej społeczności, to wybrał sobie dość ekstrawagancką drogę do tego. Gra aktorska taka sobie, trudno wyłapać choć jedną scenę, w której kunszt obsady budziłby podziw. Najlepiej więc dla tego gatunku kina by było, gdyby ten film nie powstał. Nic byśmy nie stracili.

„Anihilacja” (Annihilation)
USA, Wielka Brytania 2018
reż. Alex Garland (Ex Machina)

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*