Inny czas inne emocje

Gdy czytam o czyichś ulubionych książkach siłą rzeczy pojawiają mi się w głowie tytuły, do których sam mam ogromny sentyment. Większość z tych pozycji mam zresztą w domu na półkach. Ale gdy po nie sięgam… coś mi nie pasuje.

Dawno, dawno temu siadałem z ulubioną książką i wydawała mi się taka cudowna! Gdy czytam ją dziś, to mam poczucie, że jest naiwna, infantylna, że trzymam ją z przyzwyczajenia, bo co w niej jest takiego interesującego? I zaczyna mnie dopadać dołek, że to, co w pamięci utrwaliło mi się jako coś nierealnie wspaniałego, dziś okazuje się pustostanem.

Ale… to była tylko pierwsza refleksja. Bo tak naprawdę, to te książki nie straciły nic ze swego ducha. To straciłem tylko ja.

Straciłem umiejętność zaprzęgnięcia wyobraźni. Gdy przed wielu laty czytałem w książkach braci Strugackich o kosmicznych podróżach, nie było telefonów komórkowych, komputerów, sond kosmicznych, zdjęć z Marsa na Facebooku, nie było też setek satelitów wokół Ziemi czy technologii pozwalającej operować laserem. Nasz błąd jest taki, że dawne opowieści porównujemy do dzisiejszych czasów, nie potrafimy odciąć się od bagażu nabytych doświadczeń i wiedzy. Wówczas czarowały fantastycznymi projektami, jak choćby… komputer osobisty, który potrafił przetwarzać tekst na mowę. Dziś nie potrafią nas zaskoczyć w niczym.

Ta utrata wyobraźni jest wszechobecna. Kto z pokolenia „40-i-więcej-latków” nie pamięta pompatycznych, powalających scenerią filmów w stylu „Upadek Cesarstwa Rzymskiego” z Sophią Loren czy choćby naszego rodzimego „Potopu”? Kto nie oglądał z rozdziawioną buzią „Gwiezdnych wojen”? Dzisiaj, gdy efekty z „Parku Jurajskiego” i „Avatara” na zawsze zmieniły oblicze kina, gdy za pomocą komputera można stworzyć obraz tysięcy nacierających rycerzy lub falę tsunami niszczącą Londyn, stare filmy wydają się takie… naiwne? Dziecinne? Jakoś tak.

Ale, jak to w życiu każdego człowieka bywa, nadchodzi czas, gdy już mniej nas ciągnie do nurzania się w nowinkach, a bardziej zaczynamy doceniać to, co było wspaniałe dawniej. Włącza się nostalgia – nie za ulubionymi książkami czy filmami z młodości, ale za emocjami, jakie nam wówczas w ich obecności towarzyszyły. Bo emocji tych dziś już jak na lekarstwo – wszystko jest do siebie podobne, takie same, nijakie i przewidywalne. Kupujemy książkę, „no fajna” – mówimy i szybko o niej zapominamy. Oglądamy film, „świetne efekty były”, i tyle.

Chyba im bardziej idziemy w stronę super-technologii, granic ludzkich możliwości, postępu i nowinek, tym bardziej jesteśmy jedynie lokatorami w jakimś magazynie gadżetów. Życie, mimo „nowej marki smartphone’a co 2 miesiące”, staje się monotonne i szare. I takim się będzie nieuchronnie stawać, póki nie odkurzymy i nie przypomnimy sobie tych rzeczy z dawnego życia, które sprawiały, że z przejęcia dostawaliśmy wypieków na twarzy.

Zdjęcie: Z mojej biblioteczki – trylogia „Ludzie jak bogowie” Siergieja Sniegowa, wydanie 1988.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*