Krakowski spleen

Z roku na rok, chwilami z miesiąca na miesiąc odchodzą artyści, aktorzy pisarze, na których się wychowałem. Dzisiejszy dzień jest wyjątkwo smutny: odeszła Kora.

Osobiście spotkałem ją raz, w pierwszej połowie lat ’80, podczas jakiegoś koncertowego maratonu w warszawskim studenckim klubie „Stodoła”. Z grupką znajomych udało się nam zamienić z nią parę słów, dostać autografy. Drobniutki, pokoncertowy epizod, jakich w swojej karierze miała tysiące. A były to czasy, gdy nazwę „Maanam” wymieniało się jednym tchem obok Perfect, TSA, Republika. A ona sama królowała wraz z Martyną Jakubowicz czy Małgorzatą Ostrowską. I to m.in. ona sprawiła, że mogliśmy być dumni z polskiej muzyki i nie czuć się „w tyle” na tle reszty świata.

Wielka artystka. Żegnaj!

 

Zdjęcie: z mojej kolekcji: 3. koncertowy album Maanam, 1986.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*